Wyzywam na pojedynek

wyzywam-na-pojedynek

Kiedy zostałem poproszony o krótki felieton planowałem napisać coś o gospodarce Konina. Ostatni felieton publikowany na łamach Wirtualnego Konina wywołał bowiem bardzo burzliwą dyskusję. Jednak po krótkim wahaniu postanowiłem zająć się tym razem sprawami bardziej przyziemnymi.




Przeglądałem ostatnio różne statystyki. Zaskoczyła mnie szczególnie jedna. Wynika z niej, że połowa Polaków cierpi na nadwagę, a prawie 50% naszego społeczeństwa to osoby otyłe. Postanowiłem sprawdzić jak to wygląda w naszym mieście. Już pierwsze zderzenie z rzeczywistością było tragiczne, z rana spojrzałem w lustro i nietrudno zgadnąć jaki widok zobaczyłem. Krótki spacer po ulicach Konina na ostatnią sesję Rady Miasta oraz przyglądnięcie się mieszkańcom i osobom uczestniczącym w sesji, potwierdził niestety, że statystyki mówią prawdę i Konin nie jest wyjątkiem.

Wydajemy rocznie setki złotych na przeróżne specyfiki odchudzające, efekt jest najczęściej ten sam. Nie chudniemy, a pieniądze są wyrzucone w błoto. No, może niekoniecznie w błoto, pieniądze trafiają w rzeczywistości do kieszeni producentów środków odchudzających i przeróżnych pośredników pomnażając ich majątki. Z drugiej strony utkwił mi głęboko w świadomości wstrząsający raport z badań firmy MillwardBrown o niedożywieniu polskich dzieci. Wynika z niego, że aż 120 tys. najmłodszych mieszkańców Polski przychodzi do szkoły głodnych, a dla ponad 70 tys. jedynym posiłkiem w ciągu dnia jest obiad ze szkolnej stołówki .

Ile takich dzieci jest w Koninie? Ile jest organizacji i instytucji ,którym bardziej przydałyby się pieniądze, które tak bezsensownie wydajemy? W rzeczywistości odchudzanie to nie jest sprawa tabletek, środków odchudzających i pieniędzy, które na ten cel wydamy. Odchudzanie to problem psychiki. Do schudnięcia potrzebna jest odpowiednia motywacja. Nieraz taką motywacją jest choroba, ale może taką motywacją dla wielu będzie schudnięcie dla innych? Czy jest to możliwe? Myślę, że tak.

Wpadł mi do głowy pomysł na przeprowadzenie akcji „Nie potrafimy schudnąć dla siebie, schudniemy dla innych”. Założenia pomysłu są proste.

Zbieramy w mieście grupę chętnych do zgubienia zbędnych kilogramów. Mogą to być radni, urzędnicy, przedstawiciele prasy, różnych firm i instytucji oraz osoby prywatne. Każda z tych osób czy instytucji przystępując do akcji, wpłaca określoną kwotę na specjale konto utworzone na potrzeby akcji. W wyznaczonym dniu organizujemy w mieście wielkie ważenie, określając dla każdego uczestnika wskaźnik BMI. Następnie uczestnicy rozpoczynają proces odchudzania się. Akcję mogą wspierać, oczywiście społecznie (wszak to dla nich będzie również jakaś forma reklamy skuteczności ich działania), osoby lub firmy zajmujące się zawodowo dietetyką i problemami otyłości. Tworzymy bank osób oraz organizacji potrzebujących wsparcia. Akcję kończymy kolejnym wielkim ważeniem.

I najważniejsze. Osoba wygrywająca, czyli ta, która po zakończeniu akcji odnotuje największy spadek wskaźnika BMI będzie miała przyjemność wskazania celu, na który mają zostać przelane środki zgromadzone w akcji.

Dzięki akcji zrobimy wiele dla siebie, ale zrobimy również wiele dla innych, na pewno kogoś uszczęśliwimy, bo niewątpliwie uszczęśliwimy siebie.

Czy to wystarczająca motywacja do zgubienia zbędnych kilogramów? Dla mnie tak. Wiem, że wyzwanie podejmą niektórzy radni. Czy znajdą się chętni wśród mieszkańców Konina? Wyzywam więc Was mieszkańcy Konina na pojedynek. Wyzywam na pojedynek przedstawicieli mediów, firm i urzędów. Kto podniesie rękawicę?

Jan Urbański